

| Częściowo wbita w ziemię gwiazda, może nadłupana niczym w efekcie naturalnego upadku, byłaby zupełnie niesamowitym symbolem końca komunizmu w Polsce i w Szczecinie. Zarazem my, polscy mieszkańcy Szczecina, dalibyśmy znać, że doceniamy wkład prostych żołnierzy sowieckich w utrwalenie polskiego stanu posiadania na Pomorzu | ||
|
Historyk
na pewno wie o przeszłości więcej niż przeciętny zjadacz chleba.
Niemniej, nie ma patentu na prawdę, a tym bardziej na stawianie
prognoz, wyprowadzanie z przeszłości właściwych wniosków na
przyszłość. Historyk ustawia tylko drogowskazy, które służą
pomocą, lecz przecież prowadzą w wielu kierunkach. Wybranie kierunku
rozwoju miasta jest zaś rzeczą polityka samorządowego,
którego
ograniczają demokratyczne ramy prawa oraz wiedza o przeszłości,
chroniąca go przed wstąpieniem na drogę utopii. Przypomina to nieco
sytuację kierowcy, który choć sam wybiera cel, zmierza do
niego
po wytyczonych przez drogowców szlakach i zmuszony jest
przestrzegać ogólnie przyjętych zasad ruchu, co na pewno
zwiększa prawdopodobieństwo szczęśliwego finału podroży, lecz go w
żadnym razie nie gwarantuje.
Są państwa z łatwiejszą i trudniejszą historią. Są też miasta z przeszłością bardziej i mniej skomplikowaną. Szczecin leży w szczególnie doświadczonej przez nazizm i komunizm wschodniej części Europy Środkowej, a na dodatek zalicza się do miast z wyjątkowo zawikłaną przeszłością, naznaczoną drastycznie przymusową wymianą całej jego ludności. Miastem przeklętym nazwał je jeden z bohaterów powieści Ryszarda Liskowackiego. Tym bardziej do skomplikowanej historii miasta należy podejść z szacunkiem, skromnością i wyrozumiałością jak do matki, nawet tej z najbardziej trudną przeszłością. Ani matki, ani miejsca urodzenia nie zmienimy ***
Jednym z bardziej dramatycznych momentów w najnowszej historii Szczecina jest jego zajęcie przez Armię Czerwoną. Dla wielu, zwłaszcza dla niemieckich kobiet, był to prawdziwy dramat. Niektóre z nich, w tym wnuczka burmistrza Hakena, popełniły samobójstwo. Inni jednak, jak robotnicy przymusowi i jeńcy, czekali na sowiecką armię z wielką nadzieją, choć i z nie mniejszymi obawami. Marian Przyborowicz opisał, jaką radość wywołało wejście wojsk radzieckich w dniu 26 kwietnia wśród stojących na późniejszym placu Kościuszki polskich robotników przymusowych. Dla wychodzących z ukrycia Żydów Armia Czerwona stanowiła prawdziwego wybawcę i kiedy Niemcy w popłochu uciekali na wschód, a Polacy zastygali w trwodze, oni nasłuchiwali zbliżających się armat niczym niebiańskiej muzyki. Nie zmienia to faktu, że nierzadko uwolnione Żydówki, uratowane przed niechybną śmiercią, jednocześnie były krzywdzone. Nie inaczej było z tysiącami Polek, zwłaszcza powracającymi z robót przymusowych w Niemczech. Niemniej w walkach na ziemiach polskich zginęły masy prostych żołnierzy sowieckich, którym - choćby z racji naszych chrześcijańskich aspiracji - winni jesteśmy dług wdzięczności, a przynajmniej pamięć. Nawet jeśli przyniesiona przez nich wolność była tylko ułudą, ich wejście oznaczało koniec masowej eksterminacji Żydów i Polaków. Stąd w Wielkopolsce witano Rosjan jak wyzwolicieli. Młody sowiecki oficer odnotował w 1945 r.: Na tym terenie ludzie są nieporównywalnie przyjaźni, wiele wycierpieli i podejmują nas jak swoich, i żyje się nam tutaj jak w domu. I dalej: wczoraj pewna polska panna podarowała mi bukiet przebiśniegów, a ja długo trzymałem go na sercu. Polacy z nowych ziem zachodnich, przesiedleni po części z utraconych Kresów, mają z Armią Czerwoną jeszcze większy problem niż mieszkańcy Polski centralnej. Szczecin, miasto niemieckie, rabowano szczególnie długo. Równocześnie bez sowieckiego żołnierza, po prostu by nas tutaj nie było. To prawda, że Stalin realizował własne plany, ale realizował je przy pomocy najczęściej Bogu ducha winnych sowieckich żołnierzy, którzy - chcemy czy nie chcemy - stanęli na straży polskich ziem zachodnich, w tym Szczecina. We wrześniu 1946 r. Wladimir Gelfand, młody sowiecki oficer, zapisał w Świnoujściu, z jaką nienawiścią wygnani Niemcy mówią o Polakach i jak się starają przypodobać żołnierzom Armii Czerwonej. Mieli liczyć na to, że w kolejnej wojnie Rosjanie nie wezmą nas w obronę, a wtedy Niemcy usuną Polskę z mapy. Daremne żale! Nic z tego nie będzie! - dodawał Gelfand od siebie. Trudno nie być wdzięcznym Gelfandowi - sympatycznemu, młodemu Ukraińcowi o sowieckiej tożsamości i żydowskich korzeniach. Już on sam zasłużył na pomnik w Szczecinie, a przecież takich żołnierzy było w Armii Czerwonej więcej, zapewne większość, nawet jeśli czas wojny wydobywa męty na wierzch, a cena życia i godności dramatycznie spada. Wśród żołnierzy sowieckich nie brakowało zresztą Polaków, obywateli sowieckich i zaciągniętych przymusowo. Niektórzy z nich nienawidzili komunizmu, ale walka z Hitlerem była dla nich celem nadrzędnym ***
Namawiałbym więc do pozostawienia Pomnika Wdzięczności, oczywiście po zmianie jego nazwy, na dotychczasowym miejscu i niemal w dotychczasowym kształcie. W żadnym wypadku nie rozbierałbym go, ani nie przenosił. Nie umieszczałbym także na pomniku orła, jak proponuje prof. Tadeusz Białecki. Natomiast przywróciłbym gwiazdę, która na szczęście się zachowała. Tyle że nie umieszczałbym jej, broń Boże, na czubku pomnika, gdzie była poprzednio, lecz u jego stóp. Częściowo wbita w ziemię gwiazda, może nadłupana niczym w efekcie naturalnego upadku, byłaby zupełnie niesamowitym symbolem końca komunizmu w Polsce i w Szczecinie. Zarazem my, polscy mieszkańcy Szczecina, dalibyśmy znać, że doceniamy wkład prostych żołnierzy sowieckich w utrwalenie polskiego stanu posiadania na Pomorzu. Pomnik w takim kształcie byłby nie tylko magnesem dla turystów, co nie jest przecież bez znaczenia, ale i dawałby znakomity pretekst do opowiedzenia historii trudnych początków polskiego Szczecina w 1945 r. W ramach planowanej przez Muzeum Narodowe we współpracy z Centrum Dialogu "Przełomy" tzw. ścieżki wolności, można by wznieść pod pomnikiem niewielki, ale efektowny budynek, w którym mogłoby się mieścić centrum informacji turystycznej i niewielkie interaktywne muzeum. Turysta mógłby w nim obejrzeć i poczytać o "zdobyciu-wyzwoleniu" Szczecina oraz o przedwojennych i powojennych losach placu Żołnierza, gdzie miał stanąć zupełnie inny pomnik, socrealistyczne monstrum, na które - na szczęście - nie znaleziono pieniędzy. Obecny monument nie jest brzydki w sensie architektonicznym i znakomicie spina plac, przy którym znajdują się gomułkowskie baraki, gierkowskie bloki z wielkiej płyty i resztki niemieckiej zabudowy, a wszystko to dodatkowo na tle socrealistycznego ŚDM-u. Co więcej, ten skromny w sumie pomnik niemal zasłoniły drzewa i nie rzuca się on w oczy. Warto też dodać, że taka koncepcja nic by miasta nie kosztowała, gdyż wspomnianą ścieżkę finansuje marszałek. Nie od rzeczy będzie ponadto przypomnienie, że pomnika na placu Żołnierza nie można ruszyć bez zgody rosyjskiego MSZ. Jest on bowiem chroniony umową międzypaństwową, a nam, szczecinianom, powinno szczególnie zależeć na przestrzeganiu prawa. Inaczej stawiamy pod znakiem zapytania naszą przyszłość w Szczecinie. ***
Był czas na burzenie pomników i zapewne wkrótce po 1989 r. przyklasnąłbym, jak wielu, jego rozbiórce. Tak wówczas uczyniono z krakowskim pomnikiem Koniewa. Niemniej minęło 20 lat, w czasie których wiele zrozumieliśmy. Kraków nie pretenduje zresztą do ogólnopolskiej normy, tym bardziej dla Szczecina, który nie ma jego prapolskiej historii. Chodzimy w zupełnie innych butach i najpiękniejszym wciąż jeszcze elementem architektonicznym miasta są poniemieckie Wały Chrobrego. Nie bójmy się tego. Idźmy odważnie własną, szczecińską drogą, nie imitując czegoś, czego podrobić nie zdołamy. Nie bójmy się skomplikowanej prawdy o Szczecinie, która na pewno nie jest jednowymiarowa. Pozwólmy przemówić szczecińskim pomnikom pełną barwą głosów, czym zasłużymy na szacunek sąsiadów i niejednego przybysza z Krakowa, którego zachwycimy naszym interaktywnym kioskiem wolności koło pomnika z sowieckim żołnierzem. Co więcej, zróbmy z wielobarwnej przeszłości Szczecina wartość samą w sobie, element budowy tożsamości regionalnej, której tutaj tak dramatycznie brakuje. Pamiętajmy, że mieszkańcy Szczecina są różni i w demokratycznym systemie wszyscy mają prawo do swojego zapisu pamięci. Współczesna kultura pamięci jest polifoniczna i to jest właśnie szansą dla Szczecina, miasta wciąż niewykorzystanych możliwości ***
Nie twierdzę, że przedstawiony przeze mnie pomysł jest najlepszy. Jednak pozostałe koncepcje sprowadzają się najczęściej do wyprowadzenia pomnika, nie mówiąc, co zrobić potem z placem, który na wiele dziesięcioleci pozostanie zapewne szkaradny. Dla Piłsudskiego czy Jana Sobieskiego, preferowanych przez radnych PiS, nie ma tu miejsca, gdyż kojarzą się jednoznacznie z polityką wschodnią. Rzucony kiedyś przelotnie przez prezydenta Tomasza Jarmolińskiego pomysł umieszczenia na placu św. Ottona, wydaje się ciekawszy, tyle że misjonarz Pomorza kompletnie nie pasuje do brzydoty otoczenia, czego Galeria Kaskada na pewno nie zmieni. Rozwiązania nie zaproponowała również Ewa Podgajna, która skrytykowała mnie za zburzenie konsensusu oraz obronę brzydkiego pomnika, którego nikt nie chce ("Gazeta Wyborcza'', 5 czerwca 2008). Rzecz w tym, że podważanie utartych poglądów jest moim obowiązkiem zawodowym i w takim celu zostałem zaproszony na ciekawe posiedzenie Komisji Kultury. Z kolei sprawy estetycznej wartości pomnika nie da się rozstrzygnąć - mnie się jego prosta bryła podoba. Rzekoma zgoda co do losu pomnika jest zaś wymysłem dziennikarki, która najwyraźniej nie śledzi innych głosów. Starczy przywołać liczne opinie, choćby z relacji w "Głosie Szczecińskim" z tego samego dnia, czy ze wspomnianego posiedzenia Komisji Kultury, na którym Ewy Podgajnej nie było. Ma czego żałować, gdyż zobaczyłaby człowieka o poglądach raczej prawicowych, który wołał, że nie dopuści do przeniesienia pomnika, chyba że po jego trupie. Monument upamiętnia bowiem szlak bojowy, jaki przeszedł w 1945 r. jego ojciec, a z nim wielu innych ojców i dziadków mieszkańców Szczecina. Nie zapominajmy i o nich! * Poprawiona wersja wystąpienia na posiedzeniu Komisji Edukacji i Kultury szczecińskiej rady miejskiej w dniu 4 czerwca 2008 r. Jan M. Piskorski (ur. 1956), publicysta i historyk z Uniwersytetu Szczecińskiego, profesor gościnny uniwersytetów w Halle, Londynie, Moguncji, Osnabruecku, przewodniczący Rady Muzeum Narodowego w Szczecinie. Jego prace wydaje się m.in. w: Hiszpanii, Niemczech, USA i Wielkiej Brytanii |
© wyborcza.pl
|
Звезда, частично застрявшая в земле, возможно, расколотая в результате естественного разрушения, могла бы стать поразительным символом конца коммунизма в Польше и Щецине. В то же время мы, польские жители Щецина, дали бы понять, что ценим вклад простых советских солдат в укрепление польского присутствия в Померании.
Историк, конечно, знает о прошлом больше, чем средний потребитель хлеба. Однако нет абсолютной истины ни в отношении прошлого, ни тем более в отношении прогнозов и верных выводов на будущее. Историк лишь расставляет полезные указатели, и они ведут во множестве направлений. Выбор направления развития города — задача политического деятеля местного самоуправления, который ограничен рамками демократического права и знаниями о прошлом, чтобы не ступить на путь утопии. Это напоминает ситуацию водителя: он сам выбирает пункт назначения, но едет туда по маршрутам, обозначенным дорожными службами, и обязан соблюдать общепринятые правила — что, безусловно, повышает вероятность счастливого прибытия, хотя и не гарантирует его. Есть страны с более простой и с более сложной историей. Есть также города с менее или более обременённым прошлым. Щецин расположен в восточной части Центральной Европы — регионе, особенно тяжело пострадавшем от нацизма и коммунизма. Это один из тех городов, где история была особенно тяжёлой: вся довоенная популяция была насильственно заменена. Один из персонажей романа Рышарда Лисковского назвал его проклятым городом. Тем более мы обязаны относиться к сложной истории Щецина с уважением, скромностью и пониманием — как к матери, какой бы трудной она ни была. Мы не выбираем свою мать и не можем изменить место рождения. Одним из самых драматичных моментов в новейшей истории Щецина стало его занятие Красной армией. Для многих, особенно для немецких женщин, это стало настоящим кошмаром. Некоторые, включая внучку бургомистра Хакена, покончили с собой. Другие, как подневольные работники и военнопленные, ждали прихода советской армии с надеждой, но и с немалым страхом. Мариан Пшиборович описал радость, охватившую польских подневольных рабочих 26 апреля на будущей площади Костюшко, когда туда вошли советские части. Для евреев, вышедших из подполья, Красная армия стала настоящим спасением, и, когда немцы в панике бежали на запад, а поляки в страхе замерли, они слушали приближающийся артобстрел как небесную музыку. Это не отменяет того факта, что и многие из освобождённых еврейских женщин, спасённых от неминуемой гибели, подверглись насилию. То же испытали и тысячи польских женщин, особенно возвращающиеся с принудительных работ в Германии. Тем не менее огромное количество простых советских солдат погибло в боях за Польшу. По крайней мере в силу наших христианских устоев мы обязаны им памятью и уважением. Даже если принесённая ими свобода оказалась иллюзией, их приход ознаменовал конец массового уничтожения евреев и поляков. Поэтому в Великой Польше советских солдат встречали как освободителей. Молодой советский офицер записал в 1945 году: Люди в этих краях несравненно доброжелательны, они много пережили, они считают нас своими. Мы живём здесь как дома. И ещё: Вчера польская женщина подарила мне букет подснежников. Я долго хранил его в сердце. У поляков на новых западных территориях, особенно у тех, кто был переселён из утерянных Кресов, отношения с Красной армией были ещё более сложными, чем у жителей центральной Польши. Щецин — немецкий город, грабившийся особенно долго. И всё же без советских солдат нас бы здесь попросту не было. Да, Сталин преследовал свои цели, но осуществлял он их руками простых солдат, которые, как бы мы к этому ни относились, защищали польское присутствие на западе, включая Щецин. В сентябре 1946 года Владимир Гельфанд, молодой советский офицер, писал в Свиноуйсьце о ненависти, с которой ссыльные немцы говорили о поляках, и о том, как они заискивали перед красноармейцами: Они рассчитывали, что русские не защитят нас в следующей войне, и тогда немцы сотрут Польшу с карты. Напрасно сожалеют! Этого не случится! — добавлял Гельфанд. Трудно не быть благодарным Гельфанду — честному молодому украинцу с советской идентичностью и еврейскими корнями. Ему самому можно было бы поставить памятник в Щецине. И ведь таких солдат в Красной армии было, вероятно, большинство — несмотря на то, что война всегда поднимает наверх всё самое худшее, и цена жизни и достоинства резко обесценивается. Среди советских солдат были также поляки, граждане СССР и мобилизованные силой. Многие из них ненавидели коммунизм, но борьба с Гитлером для них была важнее. Поэтому я призываю оставить памятник благодарности — пусть под другим названием — на его нынешнем месте и почти в его нынешнем виде. Я ни в коем случае не стал бы его разбирать или переносить. Я бы также не стал устанавливать на него польского орла, как предлагал профессор Тадеуш Бялецкий. Но я бы восстановил звезду, которая, к счастью, уцелела. Не на вершине памятника, как раньше, но у его подножия. Звезда, частично застрявшая в земле, возможно, разбитая естественным образом, могла бы стать сильным символом конца коммунизма в Польше и в Щецине. И в то же время мы, польские жители Щецина, дали бы понять, что помним вклад простых советских солдат в закрепление польского присутствия в Померании. Памятник в этом виде стал бы не только туристической достопримечательностью, что тоже важно, но и поводом для рассказа о трудных истоках польского Щецина в 1945 году. Национальный музей в сотрудничестве с Центром диалога «Преломы» мог бы разместить под монументом небольшое, но впечатляющее здание, где разместились бы туристический инфоцентр и компактный интерактивный музей. Турист смог бы узнать о захвате-освобождении Щецина, о его довоенной и послевоенной судьбе. Площадь Жёлнежа, где когда-то планировался другой монумент — уродливый соцреалистический монстр, на который, к счастью, не нашлось средств, — могла бы сохранить нынешний памятник, который архитектурно не уродлив и хорошо вписывается в окружение. Более того, памятник почти скрыт деревьями и не бросается в глаза. Также стоит помнить, что он защищён международным соглашением, и его демонтаж невозможен без согласия российского МИДа. Нам, жителям Щецина, следует особенно беречь правовые гарантии. Иначе мы подрываем собственное будущее в этом городе. Были времена, когда памятники сносили, и, возможно, в 1989 году я бы сам поддержал это. Так случилось с памятником Коневу в Кракове. Но с тех пор прошло 20 лет, и мы многое поняли. Кроме того, Краков не может быть нормой для всей Польши — тем более для Щецина, который не имеет своей довоенной польской традиции. Наши обстоятельства другие. И пусть самым красивым архитектурным элементом города остаются немецкие набережные Хробри — мы не должны этого бояться. Идём своим щецинским путём. Не бойтесь сложной правды о Щецине — она не одномерна. Пусть памятники Щецина звучат множеством голосов, и это принесёт уважение наших соседей и гостей из Кракова, которых мы поразим не бюстами, а киоском свободы рядом с памятником советскому солдату. Сделаем Щецин — самодостаточной ценностью, опорой региональной идентичности, которой нам здесь так не хватает. Помним, что жители Щецина разные, и каждый имеет право рассказать свою память. Современная культура памяти полифонична — и в этом наша возможность. Я не утверждаю, что моё предложение — лучшее. Но остальные концепции почти всегда сводятся к демонтажу, без чёткого ответа, что делать с площадью, которая, вероятно, останется безликой ещё на десятилетия. Для Пилсудского или Яна Собеского здесь нет места — они слишком связаны с восточной политикой. Предложение президента Томаша Ярмолинского установить памятник св. Отто на ул. Оттонской выглядит интереснее, но святой миссионер совсем не вписывается в архитектурное убожество Галереи «Каскада», которая вряд ли исчезнет. Ева Подгайна критиковала меня за нарушение консенсуса и защиту уродливого памятника, никому якобы не нужного (статья в «Газете Выборчей» от 5 июня 2008 года), но не предложила собственного решения. Зато заседание комиссии по культуре оказалось интересным. Кстати, Подгайна на нём не присутствовала. А между тем памятник увековечивает путь, который прошёл мой отец в 1945 году — и вместе с ним многие другие отцы и деды жителей Щецина. Не забудем об этом.
Исправленный вариант выступления на заседании комиссии по образованию и культуре Щецинского городского совета 4 июня 2008 года Ян М. Пискорский (род. 1956) — журналист и историк из Щецинского университета, приглашённый профессор университетов в Галле, Лондоне, Майнце и Оснабрюке, председатель совета Национального музея в Щецине. Его работы переводились на испанский, немецкий, английский языки и издавались в США, Германии, Великобритании. |
A star partly driven into the ground, perhaps split as though by a natural fall, could become a striking symbol of the end of communism in Poland and in Szczecin. At the same time, we Polish inhabitants of Szczecin would make clear that we appreciate the contribution of ordinary Soviet soldiers to consolidating the Polish presence in Pomerania.
A historian certainly knows more about the past than the average person. Yet no one has a monopoly on truth, and still less on forecasts or on drawing the one correct conclusion for the future. A historian merely sets out signposts, and they point in many directions. Choosing the direction in which a city develops is the task of local-government politicians, constrained by democratic law and by knowledge of the past that should keep them from entering the road of utopia. The situation resembles that of a driver: he chooses his destination himself, but travels along routes laid out by road planners and must obey generally accepted traffic rules. That certainly increases the probability of arriving safely, though it can never guarantee it.
Some countries have easier histories and others more difficult ones. Cities, too, have pasts that are more or less complicated. Szczecin lies in the eastern part of Central Europe, a region particularly grievously affected by Nazism and communism. It is also one of those cities whose history is especially tangled, marked by the forced replacement of its entire prewar population. One character in a novel by Ryszard Liskowacki called it an “accursed city.”
All the more reason, then, for us to treat Szczecin's complex history with respect, humility, and understanding — like a mother, however difficult she may be. We do not choose our mother and we cannot change the place where we were born.
One of the most dramatic moments in Szczecin's recent history was its occupation by the Red Army. For many people, especially German women, this became a genuine nightmare. Some, including Mayor Haken's granddaughter, committed suicide. Others, such as forced labourers and prisoners of war, awaited the Soviet army with hope, but also with considerable fear.
Marian Przyborowicz described the joy that swept through Polish forced labourers on April 26 on what would later become Kościuszko Square, when Soviet units entered the area. For Jews emerging from hiding, the Red Army was a true rescue, and while Germans fled westward in panic and Poles froze in fear, they listened to the approaching artillery as though it were heavenly music. This does not erase the fact that many liberated Jewish women, saved from almost certain death, were themselves subjected to violence. Thousands of Polish women suffered the same fate, especially those returning from forced labour in Germany.
Nevertheless, enormous numbers of ordinary Soviet soldiers died in the fighting for Poland. At the very least, our Christian foundations oblige us to remember and respect them. Even if the freedom they brought turned out to be an illusion, their arrival marked the end of the mass extermination of Jews and Poles. That is why Soviet soldiers were greeted as liberators in Greater Poland. A young Soviet officer wrote in 1945:
“The people in these parts are incomparably friendly. They have suffered greatly and regard us as their own. We live here as though at home.”
And again: “Yesterday a Polish woman gave me a bouquet of snowdrops. I kept it in my heart for a long time.”
For Poles in the new western territories, especially those resettled from the lost eastern borderlands, relations with the Red Army were even more complicated than for residents of central Poland. Szczecin was a German city and was looted for an unusually long time. Yet without Soviet soldiers we simply would not be here. Yes, Stalin pursued his own goals, but he pursued them with the hands of ordinary soldiers who, however we judge them, defended Poland's presence in the west, including Szczecin.
In September 1946, Vladimir Gelfand, a young Soviet officer, wrote in Świnoujście about the hatred with which expelled Germans spoke of the Poles and about how they ingratiated themselves with Red Army soldiers:
“They expect that the Russians will not defend us in the next war, and then the Germans will wipe Poland off the map. Their regrets are in vain! That will not happen!”
It is difficult not to feel gratitude toward Gelfand — an honest young Ukrainian with a Soviet identity and Jewish roots. One could even erect a monument to him in Szczecin. And soldiers like him were probably the majority in the Red Army, despite the fact that war always brings the worst in people to the surface and sharply devalues both life and dignity. Among Soviet soldiers there were also Poles, Soviet citizens, and men mobilized by force. Many of them hated communism, but fighting Hitler mattered more.
I therefore call for the Monument of Gratitude — perhaps under another name — to remain in its present place and almost in its present form. I would under no circumstances dismantle it or move it. Nor would I place a Polish eagle on it, as Professor Tadeusz Białecki proposed. But I would restore the star, which fortunately has survived. Not at the top of the monument as before, but at its foot.
A star partly embedded in the ground, perhaps broken as if naturally, could become a powerful symbol of the end of communism in Poland and Szczecin. At the same time, we Polish residents of Szczecin would show that we remember the contribution of ordinary Soviet soldiers to establishing the Polish presence in Pomerania.
In this form, the monument would be not only a tourist attraction — which also matters — but an opportunity to tell the story of the difficult beginnings of Polish Szczecin in 1945. The National Museum, working with the Dialogue Centre “Upheavals,” could place beneath the monument a small but impressive building containing a tourist information centre and a compact interactive museum. Visitors could learn about the capture-liberation of Szczecin and about its prewar and postwar fate.
Żołnierza Square, where another monument was once planned — an ugly socialist-realist monster for which, fortunately, the money was never found — could retain the present memorial, which is not architecturally ugly and fits its surroundings well. Moreover, the monument is almost hidden by trees and does not dominate the space. It is also worth remembering that it is protected by an international agreement, and its removal is impossible without the consent of the Russian Ministry of Foreign Affairs. We residents of Szczecin should be especially careful to respect legal guarantees. Otherwise we undermine our own future in this city.
There were times when monuments were torn down, and perhaps in 1989 I myself would have supported doing so. That is what happened to the Konev monument in Kraków. But twenty years have passed since then and we have learned a great deal. Besides, Kraków cannot be the norm for all of Poland — especially not for Szczecin, which has no prewar Polish urban tradition of its own. Our circumstances are different.
And let the most beautiful architectural feature of the city continue to be the German-built Chrobry Embankment — we should not be afraid of that. Let us follow our own Szczecin path. Do not fear the difficult truth about Szczecin: it is not one-dimensional. Let Szczecin's monuments speak in many voices, and this will earn us the respect of our neighbours and of visitors from Kraków, whom we can surprise not with more busts but with a kiosk of freedom beside a monument to a Soviet soldier.
Let us make Szczecin a value in itself, a foundation for the regional identity that we so badly lack here. Let us remember that Szczecin's residents are different and that everyone has the right to tell their own memory. Modern memory culture is polyphonic — and therein lies our opportunity.
I do not claim that my proposal is the best. But the other concepts almost always amount to demolition, without a clear answer to what should be done with the square, which would probably remain faceless for decades. There is no place here for Piłsudski or Jan Sobieski — they are too closely associated with eastern policy. Mayor Tomasz Jarmoliński's proposal to erect a monument to St. Otto on Otto Street seems more interesting, but the missionary saint does not fit at all with the architectural poverty of the “Kaskada” shopping centre, which is unlikely to disappear.
Ewa Podgajna criticized me for breaking the consensus and defending an ugly monument that supposedly no one needs (an article in Gazeta Wyborcza of June 5, 2008), but offered no solution of her own. The meeting of the culture committee, by contrast, was interesting. Incidentally, Podgajna was not present. And yet the monument commemorates the road my father travelled in 1945 — and with him the fathers and grandfathers of many other Szczecin residents. Let us not forget that.
Revised version of a speech delivered at the meeting of the Education and Culture Committee of the Szczecin City Council on June 4, 2008.
Jan M. Piskorski (born 1956) — journalist and historian at the University of Szczecin, visiting professor at universities in Halle, London, Mainz, and Osnabrück, chairman of the Council of the National Museum in Szczecin. His works have been translated into Spanish, German, and English and published in the United States, Germany, and the United Kingdom.